Podróże

Auto Stop Race 2018 – Florencja, Włochy cz.2

W tej części o tym, jak wygląda pierwsza podróż autostopem oraz udział w Auto Stop Race, a także jak zmienne potrafią być nastroje w trakcie jazdy. Przenosimy się do zachwycającej swym klimatem Florencji, której nawet deszcz nie odbiera promiennej aury.  

Budząc się rano w Chambéry, nie wiedziałyśmy, co nas czeka nas dalej. Zaczynałyśmy się powoli obawiać, że nie uda nam się dotrzeć do samego końca Włoch, który był metą Auto Stop Race 2018. Na szczęście z pomocą Kuby, który podwiózł nas rano na stację benzynową niedaleko tunelu pod Mont Blanc, udało nam się ruszyć dalej. Zabrał nas ze sobą miły Włoch, który choć pracuje we Francji, to często jeździ do swojego domu w Mediolanie. W tamtym też kierunku planował nas wysadzić.

Po drodze nuciliśmy sobie Bella Ciao. Totalnie na punkcie tej piosenki oszalałam przez – jak chyba spora część osób – Dom z papieru. Nim wyjechałam z domu, obejrzałam cały serial w kilka dni.

Pierwsi spotkani po drodze Polacy, czyli dlaczego uwielbiam kierowców ciężarówek

Nie zliczę nawet, ile to razy kierowca ciężarówki (jeśli mogę tak nazwać zarówno tych jeżdżących mniejszymi, jak i większymi samochodami ciężarowymi) ratował mnie z trudnej sytuacji. W trakcie wyścigu Auto Stop Race 2017 pomógł mi i Sylwii zarówno Słoweniec, jak i Polak – człowiek, który chce w przyszłości hodować bażanty. ❤ W trakcie wyścigu w 2016 roku miło wspominam Pana Pietruszkę, czyli człowieka, który wiózł na pace tony pietruszek. Tym razem, w 2018 roku, pomocni byli nie ci, którzy jechali, ale ci, którzy pomagali nam na stacjach.

Pierwszych Polaków spotkałyśmy pod Mediolanem. Tam piłyśmy z nimi piwo i czekałyśmy na odrobinę szczęścia, gdy pozbawione policji w okolicy mogłyśmy łapać stopa dalej. Drugi kierowca, również Polak, częstował nas na trasie na Bolonię wodą i oferował możliwość noclegu.

Kierunek: Bolonia! No zabierz nas ktoś!

Zaczynało padać, wiał wiatr, a my powoli traciłyśmy nadzieje. Tu wspomnę, że warto mieć w trakcie podróży autostopem więcej niż jeden karton. Stojąc i łapiąc auta na określone miasto, z czasem zmienia się kierunek i pragnie wydostać gdziekolwiek.

Najpierw próbowałyśmy do Bolonii, bo to właśnie miasto było na drodze do wyczekiwanej Florencji.

Kiedy auta mijały nas jeden za drugim, postanowiłyśmy próbować gdziekolwiek, byle w tym kierunku.

A gdy i to zawiodło, to chciałyśmy już byle przed siebie.

O ile ja takie sytuacje znam z przeszłości, tak moja siostra – nowicjusz tej wyprawy, dla której była to pierwsza podróż autostopem – przechodziła silne wahania nastroju. Najpierw dzika radość, kiedy przed Mediolanem spotkałyśmy Polaków. Potem płacz i zgrzytanie zębami, że jak śmiałam zabrać ją dalej od tego przytulnego miejsca. Kiedy dotarłyśmy na kolejną stację, na której również był Polak, cieszyła się i mówiła, że to był dobry wybór (wiadomo, zawsze mam rację).

Wtedy jednak, kiedy stałyśmy i łapałyśmy „byle dalej”, wielokrotnie powtarzała, że nie chce dalej, bo nie wie, co ją tam czeka. Mnie to cieszy, uspokaja i daje kopa do życia. Innym frustruje to, kiedy nie mają kontroli. Warto o tym pamiętać, chcąc jeździć stopem. Wtedy się nie ma kontroli nad niczym.

Oh my god, we have to help these girls!

Po pewnym czasie zatrzymała się młoda stosunkowo para – sympatyczna dziewczyna oraz jej partner Miro, którego szybko poinformowałam, że tak samo na imię ma mój kot (hehe). Oni jako pierwsi zaczęli ostrzegać nas, że Włochy nie są zbyt bezpieczne i musimy na siebie uważać. Zabrali nas, bo czuli, że po prostu muszą nam pomóc. Nie ukrywam, że bardzo tej pomocy potrzebowałyśmy.

Agata w samochodzie wpadała w panikę. Zbliżała się noc, a my nie miałyśmy żadnego noclegu. Dojeżdżaliśmy już do Bolonii. Mówię więc do Agaty, że czas uruchomić plan B, czyli inny sposób komunikacji. Szybko sprawdziłyśmy Flixbusa i wyszło na to, że z Bolonii mogłyśmy dostać się do Florencji jeszcze tego samego dnia.

Tylko wciąż pozostawało pytanie, co dalej?

Mnie to nie stresowało, ale ją… 

Droga Czytelniczko i Drogi Czytelników, kimkolwiek jesteś, wyobraź sobie tę sytuację. Znajdujesz się we Włoszech wraz z bagażami. Pada deszcz. Nie wiesz, gdzie będziesz spał, a zbliża się naprawdę późna pora. Nie wiesz też, czy w ogóle uda Ci się znaleźć miejsce do spania. Masz za to duży plecak, w w nim wszystkie ważne dla siebie rzeczy. Nie masz nic poza nadzieją, że dotrzesz do Calabri, do której zresztą bardzo daleko. Co robisz?

Zabrzmi idiotycznie, ale ja niemal skakałam z radości. Jadłam bułkę lub cokolwiek innego, mówiąc do Agaty, żeby wyluzowała. To jest autostop. To jest jego magia. Trzeba cieszyć się tym, że wreszcie wszystko układa się samo i o nic nie trzeba się martwić.

Naprawdę nie trzeba?

Agata panikowała. Dlatego starając się ją uspokoić, szukałam nam noclegu. I znalazłam. W hotelu. Uśmiech na jej zmarzniętej buzi powrócił. Jedziemy do Florencji! I mamy gdzie spać! Super!

Ciao, Florencjo!

Wykąpane (po chyba trzech dniach bez prysznica hehe) i wyspane ruszyłyśmy kolejnego dnia na miasto. Była brzydka pogoda, ale i tak czuć było magię włoskich uliczek. Na dobre rozpoczęcie dnia zamówiłam espresso. Jak widać, nie byle jakie.

Później już samo zwiedzanie szło nam dosyć dobrze. Florencja jest pięknym, bardzo klimatycznym miastem – zarówno pod względem architektury, jak i spotykanych na ulicy ludzi. Marzę o tym, by wrócić tam, gdy grzało będzie już słońce.

Nie wiem, czy wiecie, ale w tym roku organizatorzy Auto Stop Race 2018 postanowili nie ujawniać miejsca docelowego. Byłyśmy obie przekonane z Agatą, że chodzi o Toskanię. Nieźle się zdziwiłyśmy gdy 24 godziny nad rozpoczęciem wyścigu ogłosili… Calabrię. Nie chciałyśmy jednak zrezygnować z naszych planów, więc kawałek Toskanii udało nam się zobaczyć.

Udało zjeść pizzę, zobaczyć pędzące przez małe uliczki samochody, porozmawiać z Włochami, którzy są bardzo otwartymi i serdecznymi ludźmi. Wiele miejsc, które zwiedziłyśmy, zostało właśnie przez nich polecane. Lubię pytać „tutejszych”, gdzie warto iść i co zobaczyć. Choć nie obyło się bez kilku kluczowych na mapie Florencji miejsc, np. Palazzo Pitti, przy którym jadłyśmy świetną pizzę i makaron, czy też katedry Santa Maria del Fiore, przy której pewien człowiek skusił nas na karykaturę.

Tyle razy powtarzał „bella, bella”, że uległyśmy. Skończyło się tak, że dzwoniłam do Narzeczonego i pytałam, czy aby na pewno jestem aż tak brzydka i… stara. Na karykaturze wyglądałam jak staruszka! To było najgorzej wydane euro w moim życiu, choć być może z po czasie uznam to za zabawne (np. na starość? 😂).

Birra Moretti!

Wieczorem usiadłyśmy sobie na wzgórzu, z którego roztaczał się widok na całą Florencję. Kupiłam piwo (rzecz jasna włoskie! choć pewnie dostępne i w Polsce), spojrzałam w dal i w myślach żegnałam się z tym jakże bogatym kulturowo miastem.

Nasz pobyt we Florencji zakończył się ostatecznie podróżą na kolejny Flixbus, który miał zawieźć nas do Neapolu. Lecz o tym opowiem Wam w trzeciej, ostatniej już części. Ciao!

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *