Refleksje

O tym, jak spełniają się marzenia

To, co chcę Wam przekazać, nie do końca zgodne jest z tytułem. Marzenia się bowiem nie spełniają, lecz to my je spełniamy. Z pomocą krążącej w żyłach pasji, natchnienia i upartego dążenia do celu. Potrzeba ciężkiej pracy i odważnego skoku wprost na głęboką wodę. 

Moim marzeniem od 5 lat było założenie bloga, na którym mogłabym pisać o wszystkim tym, co siedzi mi w głowie. Błażej czasem śmieje się, że przetrzymuję te wszystkie słowa w umyśle, a potem wybucham nagle, wpadając przy tym w istny słowotok. Ale jak tu nie mówić! Jak nie poruszać dyskusji, gdy tyle jest przecież w życiu piękna, magii i wiążących się z tym tematów do rozważania. Prawda?

Moim marzeniem były też od zawsze podróże. I choć bałam się jazdy autostopem, to postanowiłam zaryzykować. Nie wiedziałam, co czeka mnie, kiedy spakuje wszystkie walizki i ruszę przed siebie do nowych miast. Wiedziałam jednak, że noszę w sercu marzenia o nowym domu, a te nie mogą czekać.

Do 20 roku życia nie wyjechałam poza Polskę

Jak z pewnością większość z Was wie, trzy lata temu rozpoczęłam swoją przygodę z autostopem. Uruchomiłam tym aktem odwagi całą spiralę kolejnych wypraw. Odwiedziłam 12 krajów, z czego wiele z nich wielokrotnie, sprawdzając kolejne ich obszary. Przejechałam Polskę wzdłuż i wszerz, omijając jedynie Podlasie, co zamierzam nadrobić.

A warto przy tym dodać, że do 20 roku życia ani razu za granicę nie udało mi się wyjechać.

Typowe jest chyba dla wszystkich osób podróżujących, że słyszą „zazdroszczę, ja nie mam pieniędzy, a też bym chciał” lub „zazdroszczę, ale ja mam pracę/studia”. Ja też nie mam pieniędzy, choć pracuję, a przy tym też studiuję. Kiedy pierwszy raz wyjeżdżałam z Sylwią na majówkę, obie miałyśmy wrażenie, że wyjedziemy jako bezrobotne, bo nas zwolnią, kiedy poprosimy o wolne. Nie zwolnili.

Kiedy jechałam do Grecji, byłam tak biedna, że cały czas jadłam tylko pitę i falafel. A kiedy okradli mnie w tramwaju z moich cennych wtedy 40 euro, jadłam chleb z sosem tzatziki i piłam tanie wino. Na Akropol dostałam się za darmo dzięki Sylwii, która pożyczyła mi swoją legitymację studencką. Wtedy ja jej jeszcze nie miałam. Dlatego owinięta w chustę i z okularami przeciwsłonecznymi próbowałam dostać darmowy bilet, udając koleżankę. Gdyby nie to, nie weszłabym, bo nie miałabym za co.

Walcząc o marzenia, musimy zacisnąć mocno zęby

Ktoś powie, że co to za podróż, kiedy nie ma hotelu, palemki, truneczków i w ogóle all inclusive. I co to za przyjemność dźwigać ważący pewnie z 10 kg plecak, rozbijać namiot w deszczu w Alpach i czekać w zimnie nawet kilka godzin na samochód, który powiezie dalej.

A jednocześnie ten sam ktoś zazdrościć będzie zwiedzonych miejsc, poznanych kultur i wspaniałych ludzi. Będzie podziwiał na zdjęciach widoki, których pewnie nigdy nie ujrzy, potrawy, których nie spróbuje i przygody, których nie przyjdzie mu doznać.

Instagram w ogóle chyba wiele nam idealizuje, bo oczekujemy wszystkiego, co wygodne i ładne. Zapominając o tym, że walcząc o marzenia, musimy zacisnąć mocno zęby i wielokrotnie zmagać się z przeciwnościami losu. To fakt, że Bóg sprzyja, pomaga i popycha te starania dalej, lecz nie pomoże, jeśli sami nie zrobimy pierwszego kroku. Jak w tym żarcie o człowieku, któremu Bóg któregoś dnia mówi, że jak chce wygrać na loterii, to niech wreszcie kupi los!

Podróżować naprawdę da się mimo wszystko. Tak samo, jak spełniać wszystkie inne marzenia – zakładać bloga, dążyć do wymarzonej pracy czy sylwetki. Nie wiem, o czym Ty marzysz, ale mam nadzieję, że masz w sobie na tyle odwagi, by rozpocząć tego realizację. Bo warto.

Nawet gdyby okazało się, że to jednak nie to (a tak też się przecież zdarza).

Chciałabym, aby ten blog mówił o wszystkim, co dla mnie ważne

Z moim blogiem jest trochę tak, że to marzenie sprzed 5 lat. Musiałam je sobie silnie poukładać w głowie, a następnie uprzeć się i ruszyć do przodu. Gdybym miała powiedzieć, jakie uczucie daje spełnianie marzeń, to powiedziałabym, że głównie zmęczenie. O to się walczy każdego dnia – ze światem i samym sobą (leniwym [to ja!], nieśmiałym, pozbawionym odwagi i wiary w swoje możliwości).

Chciałabym, aby ten blog mówił o wszystkim, co dla mnie ważne: o sprawach ducha i ciała, poszukującego przygód serca i stale sycącego się nowymi refleksjami umysłu. Jeśli choć przez chwilę wewnętrznie poczułeś lub poczułaś, że ten blog jest dla Ciebie i znajdziesz tutaj coś, czego od dawna szukasz, to koniecznie zostań. Jeśli cokolwiek Cię zainteresowało, to pobądź ze mną na dłużej.

Mnie każdy, kto będzie chciał wspierać w tym spełnianiu marzenia, cieszył będzie niezmiernie.

1 thought on “O tym, jak spełniają się marzenia”

  1. Pięknie 😍 gratuluje spełniania marzeń 🙂 zgadza się to my je spełniamy ! Trzymam kciuki i życzę dalszej realizacji pasji 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *